piątek, 14 lutego 2014


Jestem.

Ostatnimi czasy piętrzą się we mnie kaskady słów. Wybaczcie zatem, że funduję Wam niepewny masaż oczu. Nie znam świata blogerów, nie znam zasad w nim panujących, czuję się tu trochę jak Trynkiewicz wypuszczony na wolność (dzisiejszy Express Bydgoski donosi, że rzeczony ukrywa się w Fordonie, czekam w takim razie na dzień, w którym zapłonie tam stos vide czas czarownic i heretyków, mógłby być ułożony z gazetek reklamowych superhipermarkietów, wszystko nabrałoby mistyczno-postmilenijnych rumieńców). Nie mam doświadczenia w noszeniu swetrów z rogaczami, nie piję kawy by palić papierosy, nie podoba mi się każda płyta i każdy film, który powinien się podobać, nie odróżniam Paprockiego od Brzozowskiego.

Czy w takim razie odnajdę się tutaj? Wiem, że mocno przejaskrawiam sytuację i na pewno nie jest tak, że większość blogerów jest z klubu, który przywołałem, tylko jak to w życiu bywa zawsze najgłośniejsi są Ci najbardziej skrajni, przerysowani czy też mający najmniej do powiedzenia i zaoferowania. I jak to bywa na początku każdej nowo obranej drogi, mała wojenka nie zaszkodzi, dlatego muszę uderzyć w hipsterów, bo wiem że akurat z ich strony nic mi nie grozi, przecież nikt do końca nie wie kto tak naprawdę tym hipsterem jest. A juz na pewno hipsterami nie są Ci, którzy tak o sobie mówią. Trynkiewicz, hipsteriada, spróbuję później w poniższym tekście zorganizować jeszcze jaką nagość, wtedy już musi wypalić! Chyba już wiesz na czym ten polega ten biznes?

Niczym mój szalony kumpel Jacek Szufladinho Gmoch, próbuję obrać taktykę na nadchodzące posty.
Nie wiem czy mam pisać dla siebie czy dla Was. Idealnym scenariuszem byłaby symbioza tych dwóch spojrzeń czyli piszę o sobie dla Was, jednak nie wiem czy jestem na tyle jasnym punktem, by łuna nie biła ode mnie tylko z powodu mojego tłustego czoła. Myślę jednak, że będę to miejsce traktował jako z jednej strony katalizator rozmyślań, miejsce gdzie mogę zostawić własne budowle z wielkich i małych liter, ale także nieco jako niecodziennik pokładowy, w którym zachowam choćby kilka wspomnień, które nieuchwycone w słowa, zostałyby wyssane przez kosmos i wywleczone na jego lewą stronę.

Spróbuję oczywiście przeszmuglować tu kontenery muzyki, która jest moją skórą właściwą i filtrem zarazem. Jest mi wierna, pomimo bujania się na jej różnych gałęziach (pętle mam tylko w uszach, nie na szyi, spokojnie), traktuję ją z wielkim szacunkiem, ponieważ jest niczym Bóg - niedookreślona, obejdzie się bez ram i ramów, wiecznie żywa i tak stara (ekhm, doświadczona) jak pieśni pierwszych ptaków na Ziemi i trzaski płyt(!) tektonicznych przy formowaniu się naszej planety.

Może niekiedy nawet uda mi się znaleźć czas, abym popełnił coś z rymami lub bez, z formą lub improwizacyjnym błyskiem, a później uda mi się znaleźć w sobie odwagę abym ukazał to nie tylko sobie i Avirze. Z drugiej strony, jeśli zamierzam tu być, a raczej już chyba jestem, to zrzuciłem ubranie już w momencie kontaktu kursora z buttonem "dodaj post" i muszę być tutaj okryty tylko w umysł i feromony, ewentualnie smród spod pach. To się rozstrzygnie później. Zresztą jedno drugiego nie wyklucza.

Będę.

1 komentarz: