Kobiety.
W tym słowie mieści się wszystko. Mieścimy się na jednej planecie. Pieścimy się
wzrokiem. Patrzymy w głąb nas. Chcemy żyć. Najczęściej razem. Brać oddech z
marzeń. Mieć obiekt do podziwiania, obdarowywania nie tylko najwyższym
uczuciem, ale także kabanosem oraz żelmiśkami Haribo.Czując bliskość, zaufanie
i wrodzony magnes, nie chcemy być starym billboardem, który ledwo się trzyma
ściany, a każdy podmuch wiatru wznieca łopot, który niczym krzyk wpadającego w
szczelinę na lodowcu wypełnia przerażeniem każdą komórkę naszych ciał-maszyn. Szukamy
alchemicznego utrwalacza. Może brakującym składnikiem jest uśmiech dziecka, a
może paproch z pępka Twojego mężczyzny miast precjozów i czerwonych dywanów?
Podążamy jeszcze głębiej, zakopując każdy nawet najbardziej zakrwawiony wojenny
topór, w imię jednego uśmiechu skierowanego w stronę naszych ust. Jesteśmy
wśród samców twardzielami, każdy chce upolować
jak największego zwierza. W grę nie wchodzi strach i kalkulacja. Zgasimy śliną
słońce. Potrzebujemy tylko Was.
Nie chcemy kobiety słuchacza, chcemy partnera do rozmów. Do
rozwikływania zagadek i wspólnego śpiewania hitów lat ubiegłych. Takiej, z
którą koalicja będzie trwała przez wiele kadencji, a kuluary będą płonąć z
zazdrości, gdy nasze banalne związkowe zabiegi okażą się najcenniejsza życiową lekcją
wzajemnego szacunku. Kiedy dowód
osobisty dowiedzie nam, że mamy 70 lat, będziemy wciąż widzieć Ją taką, jaką poznaliśmy. Mózg jest napędem.
Bóg jest popędem. Pragniemy rozwijać się
przy Was, jak tulipany wołane przez promienie ognistej gwiazdy. Jak każdy.
Jesteśmy żołnierzami stworzonymi by Was strzec, a jednocześnie dawać Wam tyle
wolności, ile zdołacie schwytać. Pachniecie jak las po burzy, burzycie jak
taran każdy kłopot. Bo razem. Bo dwie pary rąk. Jesteście wciąż nieodkryte,
może to zamienia nas w chomiki na kołowrotkach? Próbujemy nadążyć za Waszym
spojrzeniem, gubiąc swój rozum i poczucie logiki. Jednak to nas napędza. Run rabbit,
run! Wszystko to, co tu piszę jest oczywistą oczywistością, banał aż kipi i
tworzy kożuch, jednak tak jak wspominałem w prawdziwej miłości to, co wydaje się
banalne jest często wspaniałym, prostolinijnym aktem szacunku dla drugiej strony.
To zmienia ogląd sytuacji. Świat zewnętrzny przestaje być ważny. Liczymy się tylko
MY. Dostojewski powiedział kiedyś, że między kochankami jest coś takiego, o
czym całą reszta świata nigdy się nie dowie. Trafione w punkt. Punkt dla Nas.
Kwestii kobiecego czaru nie da się rozwikłać, bo nie takie
jest jego przeznaczenie. Sensem jest po prostu tańczyć z szamanką (może niekoniecznie
taką, która wyjada mózg partnera łyżeczką, jak w filmie Żuławskiego), taką
która okaże się finalnie prawdziwą czarodziejką, której każde zaklęcie zbuduje
kolejny stopień ku wieczności. Ku
wieczności, której dumnie razem chcemy stawić czoła.
